Nowy numer 22/2020 Archiwum

Historia kryzysów

Pandemia koronawirusa wpędza świat w kolejny kryzys gospodarczy. Warto więc wiedzieć, jak przebiegały poprzednie takie kryzysy, z czego wynikały i jak sobie z nimi radzono.

Gospodarcze recesje zdarzały się w poszczególnych krajach, a nawet na całych kontynentach już setki lat temu.

Epidemie i wojny

Najpierw ich główną przyczyną były wojny i epidemie, które powracały do krajów europejskich i pustoszyły je przez całe wieki. Przykładem niech będzie epidemia dżumy, zwanej czarną śmiercią, w XIV w., która doprowadziła w Europie do śmierci milionów ludzi. Najwięcej zmarło ich tam, gdzie było większe zagęszczenie ludności, czyli w miastach, które już wtedy były centrami gospodarczymi: ośrodkami handlu i produkcji (rzemiosła). W ślad za tym miasta podupadły, a wraz z nimi załamała się gospodarka – m.in. na skutek dużego ubytku rąk do pracy oraz gwałtownego i ogromnego spadku popytu na towary i usługi.

Jeszcze bardziej opłakane skutki ekonomiczne miały wojny, nie tylko te ogólnoświatowe. Wojny pociągały bowiem za sobą ogromne straty ludzkie i materialne. Zniszczeniu ulegały nie tylko domy, ale i sklepy, ośrodki produkcyjne czy gospodarstwa rolne, a do tego dochodziły potężne grabieże (zwane zdobywaniem łupów) dokonywane przez walczące ze sobą armie. Z drugiej strony prowadzenie wojen było bardzo kosztowne, co pustoszyło państwowe skarbce. To wszystko rujnowało także gospodarkę, co z kolei bywało powodem kolejnych wojen. Dla przykładu – tzw. wojna trzydziestoletnia, która wybuchła w Europie w 1618 r., doprowadziła do śmierci milionów ludzi, głównie na terenie Niemiec, gdzie liczba ludności w niektórych miejscach spadła o połowę. Szwecję, która była jedną ze zwycięskich stron w tej wojnie, kosztowała ona bardzo dużo. Puste kasy państwa i konieczność opłacania licznej armii skłoniły więc Szwedów do napaści na Polskę, która – bardzo osłabiona wojnami z Kozakami Chmielnickiego i Rosją – wydawała się łatwym łupem. Tak zaczął się trwający pięć lat tzw. potop, który był już szóstą wojną polsko-szwedzką. Pociągnął on za sobą nie tylko ogromne straty ludzkie (wywołane także przez towarzyszące wojnie choroby, głód i epidemie), ale i materialne. Ich skutkiem była trwająca w Rzeczypospolitej jeszcze długo po zakończeniu potopu szwedzkiego stagnacja ekonomiczna.

Pękające bańki

Z czasem do epidemii i wojen doszła jeszcze jedna przyczyna kryzysów gospodarczych. Wraz z rozwojem handlu i gospodarki pojawiły się w Europie tzw. papiery wartościowe: obligacje i akcje, a potem giełdy, na których handlowano tymi aktywami finansowymi. Rynkowi papierów wartościowych, tak jak rynkom walut, surowców i innych towarów, niemal od początku towarzyszyły bańki spekulacyjne, które należały do głównych przyczyn kolejnych kryzysów ekonomicznych.

Jedną z pierwszych i najbardziej znanych była bańka na rynku tulipanów w Holandii w XVII w. Holendrzy bardzo bogacili się wtedy na kupiectwie, którego rozwojowi sprzyjało pojawienie się zamorskich kolonii. Jednocześnie mieli wielkie upodobanie do kwiatów, a najbardziej cenili właśnie tulipany. W XVII w. ich uprawa w Holandii upowszechniła się i zaczęto tam nimi handlować na masową skalę. Cena tych kwiatów zależała od ich odmiany i koloru – te uznawane za szlachetniejsze osiągały wyższe ceny. Bardzo wielu Holendrów uwierzyło wtedy, że na uprawie tulipanów, zwłaszcza gdy uda się wyhodować odmiany o rzadko spotykanych barwach, można się szybko wzbogacić. I tak doszło do słynnej tulipanomanii. Coraz więcej osób je uprawiało, coraz więcej nimi handlowało. Niektórzy brali w tym celu pożyczki pod zastaw domu, żeby tylko „nie stracić okazji” do wzbogacenia się. Niestety, pojawili się też ludzie, którzy zorientowali się, że nawet w handlu tulipanami można prowadzić nieuczciwą spekulację – w celu zarabiania na sztucznym podbijaniu ich cen. Gdy ceny tych kwiatów doszły do astronomicznego poziomu, nadmuchana w ten sposób spekulacyjna bańka pękła: jednego dnia nastąpił krach. Zaczęło się od tego, że dzień wcześniej w Harlemie, będącym wtedy ważnym ośrodkiem handlu kwiatami, rozeszła się pogłoska, iż załamał się popyt na tulipany. Efekt był taki, że następnego dnia kupcy chcieli się ich pozbyć, a jednocześnie brakowało zainteresowanych ich kupnem. Ceny tulipanów runęły w dół. W ślad za tym wielu ludzi zbankrutowało, a kraj doznał gospodarczego załamania. Tulipanomania Holendrów przeobraziła się na jakiś czas w tulipanofobię.

W kolejnych dziesięcioleciach i stuleciach podobne bańki spekulacyjne powracały i pękały jeszcze wiele razy, kończąc się gospodarczym, a przynajmniej giełdowym czy finansowym krachem. Tak było m.in. z akcjami Kompanii Mórz Południowych i firm budujących kanały pomiędzy rzekami w XVIII w. czy z XIX-wieczną manią kolejową, podczas której – tak jak dziś np. na kryptowalutach – wielu ludzi chciało się szybko wzbogacić na akcjach spółek budujących linie kolejowe.

Problem polegał na tym, że kryzysy te zataczały coraz szersze kręgi. Gospodarki bardzo wielu krajów, wraz z rozwojem handlu międzynarodowego i rynków kapitałowych, coraz nowocześniejszym transportem i postępem technologicznym, stawały się coraz bardziej ze sobą powiązane. Ta postępująca globalizacja miała – obok wielu zalet – jedną podstawową wadę. Jeśli w jednym, dużym, znaczącym państwie dochodziło do kryzysu, to rozlewał się on na inne kraje. I tak zaczęły następować gospodarcze kryzysy, które obejmowały cały świat.

Krach na giełdzie

Pierwszą taką globalną recesją był kryzys ekonomiczny z przełomu lat 20. i 30. XX w., zwany Wielkim Kryzysem. Objął on niemal cały świat i trwał aż cztery lata, choć jego skutki gospodarcze trwały znacznie dłużej. Jedną z jego głównych przyczyn była bańka spekulacyjna na amerykańskiej giełdzie. Stany Zjednoczone ogarnęła wcześniej tak wielka gorączka giełdowa, że w akcje inwestowali nie tylko profesjonalni gracze i fundusze inwestycyjne, ale i tysiące zwykłych Amerykanów, którzy uwierzyli w trwały wzrost cen aktywów finansowych, dzięki któremu zdobędą majątek. Zaczęto masowo udzielać pożyczek na zakup akcji, a odsetki od nich miały pokryć z nawiązką rosnące ciągle ceny akcji. I choć pojawiali się ludzie, którzy przestrzegali, że akcje są już zbyt drogie i prędzej czy później zakończy się to giełdowym krachem, to jednak nie chciano ich słuchać. Najwięksi inwestorzy giełdowi i wielu ekonomistów ogłosiło nadejście „nowej ery”, przekonując m.in., że za sprawą nowocześniejszych niż dotąd metod produkcji i zarządzania firmami oraz prorozwojowych działań powstałego w 1913 r. banku centralnego (Fed.) nie będzie już krachów, a rynek giełdowy i gospodarka będą się nieustannie rozwijać. Nie zwracano uwagi na to, że gospodarka rozwijała się wtedy w dużej mierze na kredyt. Z jednej strony były to kredyty na zakup akcji, a z drugiej nowy wynalazek branży handlowej, jakim była wtedy sprzedaż ratalna.

Na fali gospodarczego hurraoptymizmu i giełdowej gorączki zignorowano pierwsze oznaki problemów gospodarczych. Między innymi to, że mimo hossy na giełdzie realne płace robotników spadały, a w ślad za tym rosło np. zadłużenie z tytułu niespłaconych rat za kupione w systemie ratalnym towary. Jesienią 1929 r. doszło na amerykańskiej giełdzie do krachu, którego kulminacja przypadła na 24 października, tzw. Czarny Poniedziałek, kiedy to ceny akcji większości firm zaczęły bardzo gwałtownie spadać. Spadki kursów akcji były tak duże, że rynek giełdowy i finansowy załamał się, a wielu inwestorów i przedsiębiorców zbankrutowało. Dotknęło to boleśnie całą gospodarkę, miliony ludzi straciło pracę, a kryzys gospodarczy, który dotknął najpierw Stany Zjednoczone, rozlał się na cały świat. Bardzo ucierpiała w jego wyniku także Polska.

Wyzwania stare i nowe

Od tamtego czasu ludzkość przeżyła wiele globalnych kryzysów gospodarczych. Jednym z większych był kryzys z lat 70. XX w. Jego głównym powodem było wstrzymanie przez kraje arabskie dostaw ropy dla krajów zachodnich – za to, że poparły one Izrael w wojnie z Egiptem. W rezultacie ceny ropy wzrosły wielokrotnie, pogrążając Stany Zjednoczone i Europę Zachodnią w stagflacji – wysokiej inflacji towarzyszyła wówczas stagnacja gospodarcza.

Przyczynami kryzysów gospodarczych bywały też kryzysy walutowe (będące następstwem gwałtownego spadku lub wzrostu cen jakiejś waluty lub walut), a jeszcze częściej finansowe. Takie jak ten azjatycki z 1997 r. i dużo groźniejszy w skutkach kryzys z 2008 r., który zaczął się od upadku jednego z największych amerykańskich banków inwestycyjnych – Lehman Brothers. Główną przyczyną tego kryzysu było masowe udzielanie kredytów hipotecznych osobom niemającym odpowiedniej zdolności kredytowej. Wystarczyła wtedy tylko iskra, upadek jednego banku, by rynek giełdowy i finansowy – tak jak w 1929 r. – ogarnęła panika, która skończyła się globalnym kryzysem gospodarczym.

Kryzysy mają jednak też swoje dobre strony, bo oczyszczają gospodarkę z tego, co w przyszłości może jej zaszkodzić, i zwiększają jej odporność na kolejne kryzysy. Dzisiejszy rynek finansowy w krajach Unii Europejskiej (m.in. na skutek nowych regulacji prawnych, zwiększających bezpieczeństwo finansowe banków) wydaje się zdrowszy niż przed 2008 r. i lepiej przygotowany na kolejny kryzys gospodarczy. A ten kryzys, za sprawą epidemii koronawirusa, niestety już się zaczął. Na szczęście nie jesteśmy w jego obliczu bezsilni, bo są sposoby na to, by wychodzić z kryzysów gospodarczych, a przynajmniej ograniczać ich negatywne skutki. Jednym z tych najbardziej sprawdzonych i stosowanych od dawna jest pobudzanie przez państwo popytu na towary i usługi, np. przez zwiększenie wydatków budżetowych, jak również obniżenie ceny kredytów (stóp procentowych) przez bank centralny, co pomaga wyjść gospodarce z recesji. Należy jednak zaznaczyć, że ze względu na bezprecedensowy charakter pandemii koronawirusa polityka fiskalna i pieniężna stoi obecnie przed zupełnie nowymi wyzwaniami. •

Wygraj nagrody!

• Przeczytaj uważnie tekst z cyklu „Ekonomia po prostu”, rozwiąż krzyżówkę, znajdującą się na ostatniej stronie dodatku telewizyjnego, i odczytaj hasło utworzone z ponumerowanych liter. Nagrody czekają! • Atrakcyjne nagrody czekają również na uczestników zabawy dostępnej na internetowej stronie cyklu „Ekonomia po prostu”. Wystarczy wejść na: www.ekonomia.gosc.pl i rozwiązać quiz lub wypełnić ankietę dotyczącą treści artykułu z cyklu „Ekonomia po prostu”. Wśród uczestników zabawy zostaną rozlosowane nagrody.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy